Piątek, 24 lipca, ostatni dzień terminu

Prezydent Karol Nawrocki podpisał ustawę o systemach sztucznej inteligencji w piątek 24 lipca 2026 r., w ostatnim dniu dwudziestojednodniowego terminu z art. 122 Konstytucji. Tego samego dnia kancelaria poinformowała o podpisaniu pięciu ustaw, a ta o AI przeszła w komunikatach niemal niezauważona - obok nowelizacji zakazującej trzymania psów na uwięzi. Rzecz w tym, że to właśnie ona zamyka dwuletnią historię, która zaczęła się jesienią 2024 r. projektem Ministerstwa Cyfryzacji, przez kilka miesięcy stała w miejscu z powodu sporu z Ministerstwem Finansów o to, kto zapłaci za nadzór, i została odblokowana dopiero kompromisem z lutego 2026 r.

Podpis oznacza publikację w Dzienniku Ustaw, a większość przepisów wejdzie w życie czternaście dni po ogłoszeniu. Od tego momentu biegną dwa zegary: w ciągu dwóch miesięcy Sejm za zgodą Senatu ma powołać przewodniczącego Komisji Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji, a w ciągu trzech miesięcy przewodniczący ma zwołać jej pierwsze posiedzenie. Wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski przekłada to na kalendarz bez owijania: przewodniczący w październiku, komisja pracuje od listopada.

Tymczasem 2 sierpnia 2026 r. - czyli za pięć dni - zaczynają być stosowane przepisy AI Act dotyczące przejrzystości. Rozjazd między kalendarzem obowiązków a kalendarzem instytucji wynosi więc około trzech miesięcy. Wielu przedsiębiorców odczyta go jako okres ochronny. To odczytanie jest błędne i za chwilę wyjaśnimy, dlaczego kosztowne.

Co ustawa dodaje, a czego nie zmienia

Zacznijmy od nieporozumienia, które w ostatnich dniach powtarza się w komentarzach: że dopiero teraz, po podpisie prezydenta, firmy zaczną podlegać AI Act. Nie. Rozporządzenie 2024/1689 jest aktem bezpośrednio stosowanym i obowiązuje w Polsce od 1 sierpnia 2024 r., a kolejne pakiety jego przepisów wchodzą w życie według własnego harmonogramu, niezależnego od tego, co robi polski parlament. Zakazane praktyki obowiązują od lutego 2025 r., obowiązki dostawców modeli ogólnego przeznaczenia od sierpnia 2025 r., a przejrzystość - od 2 sierpnia 2026 r.

Polska ustawa nie zmienia ani jednej kwestii materialnej. Nie definiuje na nowo systemu AI, nie modyfikuje katalogu obowiązków, nie wprowadza własnych wymogów dokumentacyjnych. Jak trafnie ujęła to dr Paula Skrzypecka, specjalistka prawa nowych technologii, ustawa sprawia, że przepisy AI Act „realnie zyskają zęby" - bo zacznie działać organ nadzoru. Ustawa jest w istocie aktem ustrojowym: buduje instytucję, przydziela kompetencje, wyznacza procedury i sąd odwoławczy.

Innymi słowy, 24 lipca nie przybył firmom ani jeden nowy obowiązek. Przybył im adresat. Ktoś, kto od listopada odbierze skargę, wyda opinię, przeprowadzi kontrolę i nałoży karę. Przez ostatnie dwa lata AI Act był w Polsce regulacją bez telefonu, pod który można zadzwonić - i bez telefonu, spod którego można odebrać. Ta druga część właśnie się zmienia.

Trzy miesiące, w których nie ma do kogo pójść

Najważniejsze zdanie tego artykułu brzmi tak: brak organu nie zawiesza biegu obowiązku. Mecenas Tomasz Zalewski, radca prawny specjalizujący się w prawie nowych technologii, sformułował to precyzyjnie, komentując obowiązek oznaczania treści - formalnie zaczyna on obowiązywać 2 sierpnia 2026 r., a nawet jeśli KRiBSI ruszy później, ewentualne naruszenia prawdopodobnie nie zdążą się przedawnić i będą mogły zostać ukarane.

To zmienia charakter tych trzech miesięcy z okresu ochronnego w okres akumulacji. Firma, która od sierpnia do listopada publikuje nieoznaczone materiały wygenerowane przez AI, nie korzysta z żadnej abolicji. Ona po prostu buduje - dzień po dniu, kampania po kampanii - materiał dowodowy, który będzie dostępny w chwili, gdy organ zacznie pracę. W przypadku treści marketingowych ten materiał jest dodatkowo publiczny, zarchiwizowany przez wyszukiwarki i możliwy do odtworzenia co do daty.

Warto też zauważyć, kto może z tego materiału skorzystać wcześniej niż regulator. Konkurent, który uzna, że nieoznaczona reklama generatywna dała komuś przewagę, ma do dyspozycji ustawę o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji i nie musi czekać na powołanie komisji. Konsument, który poczuł się wprowadzony w błąd, może pójść do rzecznika konsumentów albo do UOKiK. Pracownik odrzucony przez zautomatyzowany system rekrutacyjny może złożyć skargę do UODO na podstawie art. 22 RODO - i ta droga działa dziś, bez żadnego okresu przejściowego.

Skarga na system AI - kanał, którego dotąd nie było

Ustawa wprowadza tryb, którego w polskim porządku prawnym po prostu nie było: skargę na naruszenie AI Act lub przepisów krajowych. Obywatel, który uzna, że system sztucznej inteligencji naruszył jego prawa, będzie mógł zawiadomić komisję. Postępowanie nie może trwać dłużej niż sześć miesięcy i kończy się decyzją, od której przysługuje odwołanie do Sądu Okręgowego w Warszawie działającego jako Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Ten wybór sądu jest znaczący i mówi więcej o intencji ustawodawcy niż niejeden przepis materialny. SOKiK to sąd, który przez dwie dekady rozstrzygał sprawy z zakresu ochrony konkurencji, telekomunikacji i regulacji rynkowej. Postawienie tam odwołań od decyzji KRiBSI sytuuje nadzór nad AI bliżej reżimu regulacji rynkowej niż postępowania administracyjnego w rozumieniu, do którego przyzwyczaiła firmy współpraca z UODO. Praktycznie oznacza to inny standard dowodowy, inną kulturę orzeczniczą i wyższą stawkę procesową.

Do tego dochodzi drugi kanał: zgłoszenia poważnych incydentów. Komisja będzie je przyjmować, a w razie bezpośredniego ryzyka dla życia, zdrowia, bezpieczeństwa lub praw podstawowych będzie mogła nakazać zaprzestanie stosowania systemu albo jego wycofanie z rynku. Dla firmy, która oparła obsługę klienta lub proces produkcyjny na jednym narzędziu AI, to ryzyko operacyjne, a nie tylko finansowe. Kara jest bolesna, ale nakaz wyłączenia systemu w środku sezonu potrafi być droższy.

Dwa organy nad jednym systemem

Ustawa nie oddaje całości nadzoru KRiBSI. Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych zostaje organem szczebla krajowego w zakresie nadzoru rynku nad systemami sztucznej inteligencji wysokiego ryzyka wykorzystywanymi w ściganiu przestępstw, kontroli granicznej oraz w obszarze wymiaru sprawiedliwości i demokracji. Sama KRiBSI ma zaś odpowiadać za wprowadzanie do obrotu systemów wysokiego ryzyka i tworzenie piaskownic regulacyjnych.

Podział ma logikę - tam, gdzie system AI dotyka bezpośrednio praw podstawowych i danych osobowych, nadzór trafia do organu, który od 2018 r. buduje kompetencje właśnie w tym obszarze. Zbieg z RODO przestaje być problemem teoretycznym i staje się jednym postępowaniem: ocena skutków dla ochrony danych i ocena wpływu na prawa podstawowe mogą być prowadzone jako jeden proces, a orzecznictwo wypracowane wokół art. 22 RODO i wyroku TSUE w sprawie C-634/21 SCHUFA jest gotowym materiałem interpretacyjnym.

Ryzyko leży gdzie indziej i wskazała je Eliza Turkiewicz z Konfederacji Lewiatan: przedsiębiorcy nie mogą być narażeni na wielokrotne kontrole ani na sprzeczne interpretacje dotyczące tego samego systemu AI. Przy pięciu regulatorach obecnych w składzie i wokół komisji - UOKiK, KNF, KRRiT, UKE oraz UODO jako odrębny organ nadzoru - to nie jest obawa hipotetyczna. Firma, która sprzedaje jedno narzędzie do banku, do nadawcy i do urzędu, może w skrajnym scenariuszu otrzymać trzy różne stanowiska. Praktyczna odpowiedź jest tylko jedna: dokumentacja systemu musi być na tyle dobra, żeby każdy z tych organów czytał ją tak samo.

Deepfake to także pomidor z gazetki

Przejdźmy do tego, co realnie uderzy w polskie MŚP 2 sierpnia. Obowiązek z art. 50 ust. 4 AI Act nakazuje podmiotom stosującym AI ujawnić, że treść została sztucznie wygenerowana lub zmanipulowana, jeżeli spełnia definicję deepfake'u. I tu zaczyna się rzecz, którą większość przedsiębiorców przegapiła.

Do maja 2026 r. powszechnie sądzono, że chodzi o treści przedstawiające coś, co naprawdę istnieje - konkretną osobę, konkretne zdarzenie. Wytyczne Komisji Europejskiej przewróciły tę interpretację: treść nie musi przedstawiać rzeczywistych osób ani przedmiotów, wystarczy, że przypomina realistyczne obiekty. Mecenas Zalewski podaje przykłady, które w polskim obrocie brzmią jak lista zwykłych czwartkowych zadań: wygenerowany przez AI pomidor w gazetce reklamowej sklepu, realistyczna wizualizacja mieszkania z wygenerowanymi meblami w ofercie dewelopera, materiał wideo z syntetycznie wygenerowanym głosem lektora. Każde z tych trzech wymaga oznaczenia. Nie wymaga go natomiast rysunek smoka - bo smoki nie istnieją.

Test jest przy tym prowadzony z perspektywy odbiorcy, a nie intencji twórcy. I nie chodzi o odbiorcę przeciętnego, lecz o osobę, do której przekaz jest adresowany, co nakazuje szczególną ostrożność przy materiałach kierowanych do dzieci i osób starszych. Granica biegnie mniej więcej tam, gdzie kończy się poprawa jakości: wyostrzenie zdjęcia czy korekta kolorystyki oznaczenia nie wymagają, natomiast zmiana proporcji lub inna daleko idąca modyfikacja tworząca fałszywe wrażenie autentyczności - już tak.

Wyjątek dla tekstów istnieje, ale jest wąski. Obowiązek nie dotyczy tekstów informacyjnych poddanych weryfikacji przez człowieka lub kontroli redakcyjnej, gdy za publikację odpowiedzialność redakcyjną ponosi konkretna osoba fizyczna lub prawna. Utwory artystyczne, satyryczne i fikcyjne traktowane są łagodniej - wystarczy wzmianka w napisach końcowych zamiast plakietki na obrazie. Materiały reklamowe i biznesowe takiej taryfy nie mają.

Kto oznacza: agencja czy marka

Jest w tym przepisie luka, którą warto rozpoznać przed pierwszą kampanią po 2 sierpnia. Obowiązek ujawnienia spoczywa na podmiocie stosującym AI do tworzenia treści, a nie na tym, kto treść dalej udostępnia. Jeśli agencja reklamowa wygeneruje materiał na potrzeby reklamy znanej marki, obowiązek znakowania obciąża agencję, nie markę. Portal społecznościowy nie ma obowiązku oznaczać wytworów AI - ma go jego użytkownik.

Marka nie powinna jednak wyciągać z tego wniosku, że temat jej nie dotyczy. Po pierwsze, wytyczne Komisji zachęcają podmioty rozpowszechniające treści wygenerowane przez inne podmioty do zachowania istniejących oznaczeń - a zachęta regulatora ma zwyczaj twardnieć w praktyce kontrolnej. Po drugie, brak oznaczenia może uruchomić odpowiedzialność z zupełnie innego tytułu, choćby czynu nieuczciwej konkurencji, i tu adresatem roszczenia będzie ten, kto z reklamy skorzystał. Po trzecie, reputacyjnie nikt nie tłumaczy się skutecznie zdaniem „to agencja miała oznaczyć".

Praktyczna konsekwencja jest umowna, nie techniczna. Każda umowa z agencją, studiem produkcyjnym czy freelancerem podpisywana po 2 sierpnia powinna zawierać oświadczenie o tym, czy i w jakim zakresie w produkcji użyto systemów AI, zobowiązanie do oznaczenia zgodnie z art. 50 ust. 4 oraz klauzulę odpowiedzialności za skutki jego naruszenia. To jedna strona tekstu, którą warto przygotować raz i wklejać do wszystkich umów - a której brak potrafi kosztować do 15 mln euro albo 3 procent rocznego obrotu, bo tyle wynosi górna granica sankcji za naruszenie obowiązków przejrzystości.

Kary: dwie stawki i budżet państwa

Warto uporządkować kwoty, bo w obiegu funkcjonują one w postaci jednej wielkiej liczby, która robi wrażenie, ale niczego nie wyjaśnia. AI Act przewiduje trzy poziomy sankcji, a polska ustawa nie zmienia ich wysokości - wskazuje jedynie organ uprawniony do ich nakładania oraz przesądza, że wpływy z kar zasilą budżet państwa.

Najwyższy poziom, do 35 mln euro albo 7 procent całkowitego rocznego światowego obrotu, dotyczy praktyk zakazanych z art. 5 - scoringu społecznego, manipulacji wykorzystującej podatności, nieukierunkowanego pozyskiwania wizerunków twarzy z internetu czy rozpoznawania emocji w miejscu pracy. Ten poziom obchodzi mniejszość firm, ale ta mniejszość zwykle nie zdaje sobie sprawy, że do niej należy - narzędzia do analizy nastroju pracowników w ankietach czy systemy oceny wiarygodności kontrahentów potrafią zbliżyć się do granicy bliżej, niż zakłada dział zakupów.

Poziom średni, do 15 mln euro albo 3 procent obrotu, obejmuje naruszenia pozostałych obowiązków, w tym obowiązków przejrzystości z art. 50 - czyli dokładnie tego, co zaczyna obowiązywać 2 sierpnia. To jest realna stawka dla firmy, która nie oznacza materiałów generatywnych. Poziom trzeci, do 7,5 mln euro albo 1 procenta, dotyczy przekazywania organom informacji nieprawdziwych, niekompletnych lub wprowadzających w błąd - a więc sytuacji, w której firma źle prowadzi już samo postępowanie.

Ta trzecia stawka bywa lekceważona, a jest w praktyce najbardziej podstępna. Naruszenie z art. 50 wymaga świadomej decyzji o niepublikowaniu oznaczenia. Naruszenie polegające na wprowadzeniu organu w błąd wystarczy popełnić przez nieuwagę - wysyłając w odpowiedzi na wezwanie rejestr, który nie odzwierciedla stanu faktycznego, bo nikt go nie aktualizował od pół roku. Kara za bałagan w dokumentacji jest tym samym gatunkiem ryzyka co kara za samo naruszenie, tylko tańszym w uniknięciu.

Opinia indywidualna i milcząca zgoda

Ustawa daje przedsiębiorcom narzędzie, o którym mówi się mało, a które w praktyce może okazać się najcenniejsze. Firma będzie mogła wystąpić do KRiBSI o opinię indywidualną dotyczącą stosowania przepisów. Komisja ma wydać ją w ciągu 30 dni, a w sprawach szczególnie skomplikowanych w ciągu 60 dni. Jeżeli nie zdąży, będzie to uznane za wydanie opinii zgodnej ze stanowiskiem przedstawionym we wniosku.

Ta zasada milczącej akceptacji to rozwiązanie o dużej wartości praktycznej, jak podkreśla Konfederacja Lewiatan - firmy zyskują możliwość wcześniejszego potwierdzenia, jak przepisy będą stosowane w konkretnej sprawie, zamiast poznawać stanowisko regulatora dopiero podczas kontroli albo po decyzji. Dla podmiotu, który planuje inwestycję w rozwiązanie AI o niejasnej kwalifikacji, wiążąca odpowiedź w terminie 30 dni jest różnicą między budżetowaniem a zgadywaniem.

Zastrzeżenie jest jedno, ale istotne: mechanizm milczącej akceptacji nie obejmuje szczególnej opinii, o którą uczestnik może wystąpić po zakończeniu udziału w piaskownicy regulacyjnej. Tam ustawa zasadę wyłącza. Warto też pamiętać, że w pierwszych miesiącach komisja będzie prowadziła nabory pracowników, więc realny czas obsługi wniosków w listopadzie i grudniu może odbiegać od modelu ustawowego. Kto ma pytanie kwalifikacyjne warte pieniędzy, powinien mieć wniosek przygotowany, zanim komisja otworzy skrzynkę - a nie zaczynać jego pisanie w grudniu.

Piaskownica bez pilotażu, bezpłatna dla MŚP

Drugim narzędziem są piaskownice regulacyjne - kontrolowane środowiska służące testowaniu systemów AI w bezpośrednim kontakcie z regulatorem. Ministerstwo Cyfryzacji zrezygnowało z rozważanego wcześniej pilotażu, w którym przedsiębiorcy przez pierwsze pół roku korzystaliby tylko z części funkcji. Uruchomienie ma zająć około trzech miesięcy, a firmy od początku otrzymają pełen zakres usług. Udział mikro-, małych i średnich przedsiębiorców będzie bezpłatny.

O wejściu do piaskownicy zdecyduje konkurs, którego warunki opublikuje KRiBSI. Według wstępnych założeń zgłoszenie ma obejmować opis techniczny systemu, informacje o produkcie oraz planowanym zakresie i zasięgu jego zastosowania, a poszczególne elementy będą oceniane punktowo, przy limicie miejsc. Ministerstwo zapowiada, że najbliższe trzy miesiące poświęci na działania informacyjne - proces przygotowań ma ruszyć od razu po publikacji ustawy w Dzienniku Ustaw.

Uczciwie trzeba dodać, że piaskownice mają też krytyków. Dr Paula Skrzypecka przyznaje, że nie kwestionuje ich założeń, ale nie spotkała projektu, który dzięki udziałowi rzeczywiście nabrałby rozpędu - i wskazuje, że przy typowych zastosowaniach biznesowych skuteczniejsza będzie weryfikacja projektu przez rzeczywiste potrzeby klientów. Widzi natomiast realną wartość w jednym scenariuszu: przy tworzeniu systemu dla sektora publicznego, gdzie piaskownica służy nie tylko testowaniu, lecz także poznaniu zasad komunikacji z urzędem i procedur. Dla dostawców rozwiązań dla samorządu to wskazówka warta zapamiętania.

Samorząd: chatbot urzędu i zbieg z 3 października

Sektor publiczny wchodzi w sierpień z podwójnym obciążeniem. Z jednej strony obowiązki przejrzystości: urząd, który postawił na stronie chatbota obsługującego mieszkańców, ma od 2 sierpnia poinformować użytkownika, że rozmawia z systemem AI. Urząd, który generuje grafiki do komunikacji w mediach społecznościowych, wchodzi w zakres obowiązku oznaczania - i nie skorzysta z wyjątku dla działalności osobistej, bo działalność komunikacyjna jednostki samorządu jest z definicji zawodowa.

Z drugiej strony 3 października 2026 r. mija termin złożenia wniosku o wpis do wykazu podmiotów kluczowych i ważnych dla większości podmiotów, które spełniały kryteria w dniu wejścia w życie znowelizowanej ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa. Dla wielu gmin i spółek komunalnych oznacza to, że w tym samym kwartale trzeba domknąć samoidentyfikację NIS-2, przygotować się na pierwsze decyzje administracyjne po upływie sześciomiesięcznego okresu przejściowego i jeszcze uporządkować kwestię narzędzi AI używanych w urzędzie.

Nasza rekomendacja dla jednostek samorządu jest prosta i wynika z arytmetyki, nie z ostrożności: te dwa procesy należy prowadzić jednym zespołem i na jednym rejestrze aktywów. Inwentaryzacja systemów, którą i tak trzeba wykonać na potrzeby KSC, po dodaniu jednej kolumny - „czy system zawiera komponent AI i jakiej klasy ryzyka" - obsługuje oba reżimy. Prowadzenie tego osobno, przez dwa zespoły i w dwóch arkuszach, to podwojenie pracy przy tej samej podstawie faktycznej.

Rejestr, który powinien powstać w sierpniu

Wszystko, co opisaliśmy powyżej, sprowadza się do jednego dokumentu, którego większość polskich firm nadal nie ma: rejestru systemów AI używanych w organizacji. Nie chodzi o formularz na trzydzieści stron. Chodzi o arkusz, w którym dla każdego narzędzia zapisane jest, kto je wdrożył, w jakim procesie działa, czy generuje treści udostępniane na zewnątrz, czy podejmuje lub wspiera decyzje wobec osób fizycznych, jakie dane do niego trafiają i kto w firmie odpowiada za jego działanie.

Ten rejestr rozwiązuje jednocześnie cztery problemy. Odpowiada na pytanie, czy 2 sierpnia dotyczy nas w ogóle, i zwykle okazuje się, że dotyczy - przez marketing, o którym nikt nie myślał w kategoriach compliance. Wyznacza granicę shadow AI, czyli narzędzi wnoszonych do firmy przez pracowników poza wiedzą działu IT, o czym pisaliśmy osobno. Stanowi punkt wyjścia do wniosku o opinię indywidualną, bo bez opisu systemu nie ma o co pytać. I wreszcie - jest pierwszym dokumentem, o który poprosi kontrola, niezależnie od tego, czy przyjdzie z KRiBSI, z UODO, czy z UOKiK.

Termin jest komfortowy, bo rejestr da się zbudować w tydzień, a najbliższy realny egzamin przypada na listopad. Problem polega na tym, że firmy, które nie zaczną w sierpniu, nie zaczną też we wrześniu ani w październiku - a w listopadzie będą to robiły pod presją pierwszego pisma.

Dlaczego z Fib.Code

Fib.Code prowadzi projekty zgodności na styku trzech reżimów, które od sierpnia zaczynają się na siebie nakładać: AI Act, RODO i ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa. Pracujemy jako inspektorzy ochrony danych i pełnomocnicy do spraw bezpieczeństwa informacji, prowadzimy audyty ISO 27001 i wdrożenia SZBI, a od dwóch lat budujemy praktykę AI governance - inwentaryzacje systemów, oceny kwalifikacji ryzyka, dokumentację przejrzystości i polityki korzystania z narzędzi generatywnych.

Nasze podejście opiera się na trzech zasadach. Zaczynamy od faktów, nie od szablonu - najpierw ustalamy, co organizacja realnie ma i robi, a dopiero potem dobieramy dokumenty. Nie mnożymy reżimów tam, gdzie można je połączyć - jeden rejestr aktywów obsługuje KSC, RODO i AI Act, jeśli został dobrze zaprojektowany. I zostawiamy klientowi dokumentację, którą jego własny zespół potrafi utrzymać po naszym wyjściu, bo compliance, którego nikt w firmie nie rozumie, przestaje działać w kwartał po odbiorze.

Produkt końcowy jest zawsze ten sam: komplet dokumentów gotowy do okazania kontroli, przypisane role z nazwiskami, harmonogram przeglądów i lista rzeczy, których świadomie nie robimy wraz z uzasadnieniem. To ostatnie bywa najcenniejsze, bo udokumentowana decyzja o nierobieniu czegoś jest w postępowaniu warta więcej niż milczenie.

Co zrobić w tym tygodniu

Do 2 sierpnia zostało pięć dni roboczych i wystarczą one na jedno spotkanie oraz jeden arkusz. Zwołaj godzinne spotkanie z udziałem osoby odpowiedzialnej za marketing, osoby odpowiedzialnej za IT oraz inspektora ochrony danych albo pełnomocnika do spraw bezpieczeństwa informacji. Zadaniem spotkania jest odpowiedź na cztery pytania: jakie narzędzia AI są w firmie używane, które z nich generują treści publikowane na zewnątrz, kto podpisuje umowy z agencjami i podwykonawcami tworzącymi materiały, oraz kto od 2 sierpnia odpowiada za oznaczanie.

Z tego spotkania powinny wyjść trzy rzeczy do końca tygodnia. Arkusz rejestru systemów AI, choćby wstępny i niepełny. Aneks lub klauzula do umów z agencjami, obejmująca oświadczenie o użyciu AI i zobowiązanie do oznaczania zgodnie z art. 50 ust. 4 AI Act. Oraz jedna decyzja o tym, czy do listopada firma przygotowuje wniosek o opinię indywidualną do KRiBSI - a jeśli tak, kto go pisze i do kiedy.

Zapraszamy do kontaktu: l.grabowski@fibcode.com | fibcode.com/pl/kontakt. Bezpośrednio powiązane materiały: AI Act rusza 2 sierpnia - co realnie przesunął omnibus, Sejm uchwalił ustawę o AI - czas na inwentaryzację, AI w rekrutacji - RODO, UODO i systemy wysokiego ryzyka oraz Shadow AI, czyli niewidzialny pracownik - cztery teksty, które razem układają się w kompletny obraz tego, co firma powinna mieć poukładane przed listopadem.