W środę 14 października 2026 roku, o 13:25, portal Prawo.pl opublikował tekst, który w gminnych urzędach zaczął krążyć jeszcze przed końcem dnia roboczego. Trzy godziny później, o 16:46, CyberDefence24 dołożył własną relację. Obie zaczynały od tego samego: Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski napisał do ministra spraw wewnętrznych i administracji Marcina Kierwińskiego w sprawie, która dla części burmistrzów, wójtów i komendantów straży gminnych nie jest teoretyczna. UODO przyznaje, że dotarły do niego zgłoszenia samorządów: Policja proponuje porozumienia, które miałyby dać jej stały dostęp do gminnego monitoringu.
Żeby zobaczyć, jak wygląda to w praktyce, wystarczy cofnąć się o rok. We wtorek 2 września 2025 roku opolska Policja opublikowała komunikat zatytułowany „Policja oficjalnie otrzymała dostęp do monitoringu miejskiego w Krapkowicach”. Dzień wcześniej, w siedzibie Komendy Powiatowej Policji, porozumienie podpisali burmistrz Andrzej Kasiura i komendant powiatowy mł. insp. Krzysztof Kociuga. Funkcjonariusze dostali bezpośredni podgląd obrazu z ponad sześćdziesięciu kamer miejskich, pracujących całą dobę. Cel opisano słowami, które trudno podważyć: poprawa porządku publicznego, zapobieganie przestępstwom i szybkie reagowanie. W komunikacie nie ma natomiast ani słowa o podstawie prawnej, o zasadach przechowywania obrazu i o granicach jego wykorzystania. Nie dlatego, że ktoś je ukrył. Dlatego, że w takich komunikatach nikt o tym nie pisze.
Ten tekst jest o tych brakujących zdaniach. Nie o tym, czy Policja powinna widzieć miasto, bo odpowiedź „tak, w uzasadnionych sytuacjach” nie budzi sporu. Spór dotyczy tego, kto o tym decyduje, na jakiej podstawie i kto odpowiada, gdy podstawa okaże się dziurawa. Zwłaszcza że w podpisie na porozumieniu stoi nazwisko wójta, a nie komendanta.
Pismo z 14 października: co dokładnie napisał Prezes UODO
Komunikat UODO nr 4606, opublikowany 14 października 2026 roku pod sygnaturą DPNT.413.7.2026, nosi tytuł „Dostęp Policji do monitoringu prowadzonego przez gminy – uwagi Prezesa UODO dla MSWiA”. Pismo ma charakter uwag do przygotowywanych regulacji, a nie decyzji w konkretnej sprawie, i warto pamiętać o tej różnicy: to nie jest rozstrzygnięcie wobec żadnej gminy, tylko stanowisko organu nadzorczego, który mówi ministrowi, czego w prawie brakuje.
Prezes UODO podnosi kilka zarzutów. Po pierwsze, wątpliwość, czy porozumienia dające Policji stały dostęp są zgodne z prawem krajowym i unijnym. Po drugie, zakres uprawnień Policji: może ona przetwarzać dane w zakresie niezbędnym do wykonania konkretnych zadań ustawowych i pozyskiwać fragmenty nagrań w związku z konkretną sprawą, ale obowiązujące przepisy nie dają jej, zdaniem UODO, podstaw do szerokiego, ciągłego i systematycznego nadzoru nad przestrzenią publiczną na skalę porównywalną z tym, jaki prowadzi samorząd. Po trzecie, zadania gminy. Gminie ustawa powierza utrzymanie porządku publicznego, bezpieczeństwa obywateli, ochronę przeciwpożarową i przeciwpowodziową oraz uprawnienie do rejestrowania obrazu w miejscach publicznych. Tych zadań i tego uprawnienia nie da się rozszerzyć ani przenieść na Policję umową. Projekty porozumień, o których słyszy UODO, są według niego zredagowane zbyt ogólnie i zbyt szeroko.
Zdanie, które w całym piśmie waży najwięcej, brzmi w komunikacie tak: cele monitoringu gminnego zostały jasno i konkretnie określone w ustawie i nie mogą być poszerzane. Reszta jest konsekwencją. Skoro cel jest ustawowy, jego zmiana wymaga ustawy. Skoro zakres uprawnień Policji jest ustawowy, jego poszerzenie wymaga ustawy. Porozumienie jest umową dwóch organów, nie źródłem prawa powszechnie obowiązującego.
Prezes UODO zwraca też uwagę na ryzyko dla praw: godności, równości, prywatności i autonomii informacyjnej. Osobno wskazuje, że zbieranie danych przez Policję może odbywać się niejawnie, co dodatkowo osłabia możliwość kontroli. Część drugą pisma, o biometrii i rozpoznawaniu twarzy, omawiamy niżej, bo jej wagę łatwo przeoczyć.
Rok wcześniej UODO powiedziało to samo, tylko ciszej
Nie jest to pierwszy raz, kiedy organ zajmuje stanowisko w tej sprawie. 30 września 2025 roku w Biuletynie UODO ukazał się tekst „Gmina nie może przyznać Policji stałego dostępu do swojego monitoringu”, oparty na pismach Prezesa UODO do gmin (sygnatury DPNT.023.655.2025 i DPNT.023.645.2025). Stan faktyczny był prosty. Gmina planowała porozumienie z komendą policji, na mocy którego Policja miałaby dostęp w czasie rzeczywistym do monitoringu prowadzonego przez straż gminną, z możliwością utrwalania obrazu, a sama stałaby się odrębnym administratorem tych danych.
Argumentacja z 2025 roku jest warta przypomnienia, bo październikowe pismo do ministra jest jej przełożeniem na język legislacji. Podgląd obrazu na żywo to przetwarzanie danych w rozumieniu art. 4 pkt 2 RODO. Udostępnienie obrazu innemu organowi jest osobną operacją, która wymaga własnej podstawy. Organ publiczny nie może w ramach swoich zadań oprzeć się na uzasadnionym interesie z art. 6 ust. 1 lit. f RODO, zostają więc obowiązek prawny i zadanie realizowane w interesie publicznym, a te, zgodnie z art. 6 ust. 3 RODO, muszą wynikać z przepisów prawa unijnego lub krajowego. Przepis rangi ustawowej, który pozwalałby gminie oddać Policji stały podgląd, według UODO po prostu nie istnieje.
Biuletyn przechodzi następnie przez ustawy po kolei. Art. 20 ust. 1e ustawy o Policji dopuszcza teletransmisję danych, ale wyłącznie za zgodą organu i po łącznym spełnieniu trzech warunków: rejestrowania, kto, kiedy i w jakim celu uzyskał dane, odpowiednich zabezpieczeń oraz uzasadnienia specyfiką zadań. Dotyczy to jednak pobierania określonych informacji ze zbiorów, a nie stałego nadzoru nad przestrzenią publiczną. Art. 9a ustawy o samorządzie gminnym przewiduje, że nagrania z danymi osobowymi przetwarza się wyłącznie do celów, dla których je zebrano. Ustawa o strażach gminnych pozwala rejestrować obraz tylko w zakresie niezbędnym do zadań straży, a przepis o wymianie informacji o monitoringu należy czytać wąsko: jako wiedzę o stosowanych środkach, nie jako wymianę treści nagrań na żywo. Incydentalne przekazanie fragmentu nagrania na żądanie, choćby na podstawie art. 217 § 1 Kodeksu postępowania karnego, jest dopuszczalne. Stała rura z obrazem już nie.
Co odpowiada MSWiA i dlaczego to nie zamyka sprawy
Strona rządowa nie zostawiła stanowiska UODO bez odpowiedzi. Portal Mundurowy opisał 25 maja 2026 roku odpowiedź MSWiA na interpelację posłanki Doroty Marek. Resort twierdzi w niej, że Policja ma już dziś podstawy prawne do korzystania z obrazu z monitoringu samorządowego, także w formie teletransmisji. Wskazuje na ustawę o Policji, która uprawnia do obserwowania i rejestrowania obrazu zdarzeń w miejscach publicznych, na zbieżność celów Policji, gmin i straży miejskich oraz na art. 20 ustawy o Policji, który ma pozwalać na przekazywanie danych bez papierowych wniosków.
Jednocześnie ministerstwo, które uważa, że przepisy wystarczają, rozważa ich doprecyzowanie. Według tej samej relacji zmiana miałaby wprost wskazać możliwość dostępu do obrazu z kamer w przestrzeni publicznej i w obiektach użyteczności publicznej, co resort określił jako usunięcie wątpliwości interpretacyjnych. To zdanie jest ciekawsze, niż się wydaje. Jeżeli wątpliwości trzeba usuwać nową ustawą, to znaczy, że istnieją. A jeśli istnieją, to do dnia wejścia w życie nowych przepisów każdy wójt, który podpisuje porozumienie, podpisuje je w warunkach, które sam resort nazywa niejasnymi.
Argument drugiej strony ma realną wagę i nie wolno go lekceważyć. Samorządowcy i policjanci mówią wprost: bez podglądu na żywo funkcjonariusze o bójce, wandalizmie czy kradzieży dowiadują się często po fakcie, a monitoring jest narzędziem, które pozwala zdążyć. To prawda. Tyle że z faktu, iż narzędzie jest użyteczne, nie wynika jeszcze, że wolno je komuś oddać. Dobry cel nie jest podstawą prawną. W prawie ochrony danych sprawdza się to boleśnie często: najlepsze intencje i najgorsza podstawa przetwarzania potrafią mieszkać w jednym dokumencie.
Nie znamy odpowiedzi MSWiA na pismo z 14 października. Relacje prasowe nie podają też, ilu gmin dotyczą zgłoszenia ani o jakie miejscowości chodzi. Nie będziemy zgadywać liczb. To, co wiemy, wystarcza, żeby zrobić z tego zadanie dla administratora.
Dlaczego pierwsza do odpowiedzi jest gmina, a nie komenda
Najczęstsze nieporozumienie brzmi: skoro to Policja chce dostępu, to Policja odpowiada za to, co z nim zrobi. W części tak jest, ale nie ta część jest najbardziej niebezpieczna. Udostępnienie obrazu jest operacją przetwarzania po stronie gminy, a gmina jest administratorem monitoringu. Zgodnie z art. 5 ust. 2 RODO to administrator musi móc wykazać zgodność z zasadami, w tym z zasadą ograniczenia celu i zasadą zgodności z prawem. Art. 24 i 25 nakładają obowiązek wdrożenia środków i ochrony danych w fazie projektowania, a art. 32 obowiązek zabezpieczenia. Kiedy burmistrz podpisuje porozumienie, tworzy dokument, który jest jednocześnie dowodem, że wiedział o udostępnieniu.
Konsekwencje mogą przybrać trzy postaci. Pierwsza to postępowanie organu nadzorczego po skardze mieszkańca na podstawie art. 77 RODO albo po kontroli z urzędu, zakończone upomnieniem, nakazem dostosowania lub zakazem przetwarzania (art. 58 ust. 2). Nakaz zakończenia stałego dostępu, wydany bez gotowej alternatywy, jest dla gminy kosztem organizacyjnym większym niż jakakolwiek kara. Druga to sankcja finansowa. Naruszenie podstawowych zasad przetwarzania i podstaw prawnych mieści się w katalogu z art. 83 ust. 5 lit. a RODO, z limitem do 20 mln euro, ale dla jednostek sektora finansów publicznych krajowy art. 102 ustawy o ochronie danych osobowych ustawia pułap znacznie niżej, na poziomie 100 tys. zł. Pamiętamy jednak, że kara dla Ministra Sprawiedliwości w sprawie afery hejterskiej, o której pisaliśmy w czerwcu, wyniosła właśnie 100 tys. zł, więc ten pułap bywa używany w całości. Trzecia to odpowiedzialność odszkodowawcza z art. 82 RODO, rzadko podejmowana w sprawach monitoringu, ale możliwa.
Jest jeszcze czwarta konsekwencja, której nie ma w żadnym przepisie: reputacyjna. Mieszkaniec, który dowie się z lokalnej gazety, że kamery nad jego ulicą mają podłączoną komendę, a gmina nie umie wskazać przepisu, na którym to oparto, nie czyta art. 6 ust. 3. Czyta nagłówek. Gmina może wygrać spór o wykładnię i przegrać sprawę zaufania.
Biometria: osobny próg, osobna lista pytań
Druga połowa pisma Prezesa UODO dotyczy rozpoznawania twarzy i innych form monitoringu biometrycznego, prowadzonych przez Policję i straże gminne. Tu argumentacja jest ostrzejsza, ponieważ próg prawny jest wyższy. Dane biometryczne to szczególna kategoria danych. W obszarze ścigania przestępstw ich przetwarzanie jest dopuszczalne tylko wtedy, gdy jest ściśle niezbędne do zapobiegania przestępstwom, ich wykrywania, ścigania i wykonywania kar, a do tego wymaga wyraźnej podstawy ustawowej. Tak stanowi art. 10 dyrektywy 2016/680, wdrożonej w Polsce ustawą o ochronie danych osobowych przetwarzanych w związku z zapobieganiem i zwalczaniem przestępczości.
Prezes UODO prosi o ustawę, która całościowo uregulowałaby rejestrowanie obrazu w połączeniu z biometrią: określiła podstawę prawną, warunki przetwarzania, sposoby, zakres i formy, zasady postępowania z danymi wrażliwymi, ochronę osób, których dane dotyczą, oraz cele dozwolone i zakazane. Jeżeli system miałby obejmować szersze grono osób, ustawa powinna ograniczyć go do najpoważniejszych przestępstw lub zagrożeń, uregulować dostęp i zasady wykorzystania, przekazywanie danych innym organom państwa oraz terminy usuwania danych, które nie staną się dowodem w sprawie.
Prezes UODO oczekuje od projektodawcy przede wszystkim testu wpływu na prywatność i analizy zgodności z prawem europejskim jeszcze przed przygotowaniem projektu. W szczególności chodzi o przegląd z perspektywy AI Act: praktyk zakazanych, systemów wysokiego ryzyka i profilowania. To nie jest dygresja. Art. 5 ust. 1 lit. h rozporządzenia 2024/1689 zakazuje, z wąskimi wyjątkami i pod warunkiem uprzedniego zezwolenia, stosowania systemów zdalnej identyfikacji biometrycznej w czasie rzeczywistym w przestrzeni publicznej do celów ścigania przestępstw. Zakazy z art. 5 obowiązują od 2 lutego 2025 roku. Jeżeli ktoś kiedykolwiek wyobrażał sobie, że do kamer gminnych da się po cichu dołożyć moduł rozpoznawania twarzy, bo porozumienie jest „elastyczne”, ten przepis kończy tę wyobraźnię. Bezprawnik przypomina przy okazji, że Parlament Europejski wzywał do zakazu policyjnego rozpoznawania twarzy.
Wniosek dla gminy jest praktyczny. W porozumieniu o dostępie do obrazu nie powinno być żadnej klauzuli, która pozwala Policji dołączyć własne analizy obrazu, w tym biometryczne, do infrastruktury gminy. Nie dlatego, że jest to z natury zabronione, lecz dlatego, że gmina nie ma kompetencji, żeby takiej zgody udzielić.
Kamera to system IT, a porozumienie to nowa powierzchnia ataku
Dotąd mówiliśmy o prawie. Ale każdy, kto widział serwerownię gminnego monitoringu, wie, że ta sprawa ma także warstwę techniczną, i to taką, której w pismach o kompetencjach zwykle nie ma. Stały dostęp Policji oznacza w praktyce, że system zarządzania obrazem, czyli oprogramowanie VMS, rejestratory i sieć kamer, zostaje połączony z zewnętrzną siecią. Ktoś musi wystawić dostęp, ktoś założyć konta, ktoś zarządzać hasłami i czasem wygaszać uprawnienia po odejściu funkcjonariusza. Każde z tych działań ma właściciela po stronie gminy.
W sierpniu pisaliśmy o zarzutach prokuratury w Białymstoku dla dwóch obywateli Rosji, podejrzanych o siedemnaście ataków na obiekty w Polsce, w tym na stacje uzdatniania wody, oczyszczalnie ścieków i szpital. Sprawa jest z innej beczki, ale wniosek ten sam: infrastruktura publiczna dostępna z sieci jest celem, a nie tłem. Jeżeli gmina została wpisana do wykazu podmiotów kluczowych lub ważnych w krajowym systemie cyberbezpieczeństwa, system monitoringu i jego połączenia powinny znaleźć się w analizie ryzyka, którą trzeba przygotować do 3 kwietnia 2027 roku. Nowe łącze do komendy to nowy dostawca usługi w łańcuchu, nowy zestaw kont uprzywilejowanych i nowy wektor, którym można wejść do sieci urzędu.
Dochodzi do tego dokumentowanie dostępu. Art. 20 ust. 1e ustawy o Policji sam wymaga rejestrowania, kto, kiedy i w jakim celu uzyskał dostęp do danych. Jeżeli porozumienie w ogóle ma istnieć, gmina musi wiedzieć, że ten rejestr działa i że ona ma do niego wgląd, bo to ona, nie komenda, odpowie na pytanie skarżącego: kto oglądał nagranie z mojej ulicy 14 października o 22:40. Standard ISO/IEC 27001:2022 mówi o tym w kontrolach A.5.15 (kontrola dostępu), A.5.18 (prawa dostępu), A.8.15 (rejestrowanie zdarzeń) i A.8.16 (monitorowanie działań). Nie trzeba być certyfikowanym, żeby je stosować, wystarczy traktować porozumienie jak każdą inną umowę o dostępie do systemu, a nie jak list intencyjny.
Ocena skutków (DPIA), której zwykle nie ma
Jest jeszcze jeden obowiązek, o którym przy monitoringu gminnym rzadko się pamięta, a który wynika wprost z przepisów. Art. 35 ust. 3 lit. c RODO wprost wymaga oceny skutków dla ochrony danych w przypadku systematycznego monitorowania na dużą skalę miejsc dostępnych publicznie. Monitoring miejski jest przykładem podręcznikowym. Wiele gmin takiej oceny nigdy nie zrobiło, bo system powstawał kilkanaście lat temu, jeszcze przed RODO, i od tamtej pory był tylko rozbudowywany.
Zmiana charakteru systemu, taka jak podłączenie nowego odbiorcy z prawem podglądu w czasie rzeczywistym, jest dokładnie tym momentem, w którym ocenę trzeba zaktualizować albo zrobić po raz pierwszy. Nie dlatego, że tak chce UODO, ale dlatego, że zmienia się ryzyko: więcej osób widzi obraz, dłużej, w innym celu. Rzetelna DPIA do porozumienia z Policją odpowiada na pięć pytań. Kto widzi obraz i z jakich stanowisk. Jakie kamery obejmuje dostęp, a jakie są wyłączone, na przykład te kierujące się na wejścia do budynków mieszkalnych, placówek leczniczych i miejsc kultu. Czy obraz jest tylko oglądany, czy także zapisywany po stronie Policji. Jak długo przechowuje się ślady dostępu. I na jakiej podstawie ustawowej to wszystko się dzieje. Piąte pytanie jest najtrudniejsze, bo po opublikowaniu pisma Prezesa UODO nie da się na nie odpowiedzieć zdaniem „taką mamy praktykę”.
To samo rozumowanie stosuje się szerzej: o tym, że kamery w przestrzeni, do której wchodzą dzieci i pacjenci, wymagają osobnego traktowania, pisaliśmy w czerwcu przy okazji kontroli sektorowej UODO w podmiotach leczniczych. Dotyczy to także kamer miejskich skierowanych na szkoły, przychodnie i place zabaw. A o tym, że UODO potrafi ukarać za niewykonanie nakazu w sprawie monitoringu, pisaliśmy w lipcu, przy pierwszej takiej karze. Organ, który raz użył tego narzędzia, ma je w szufladzie.
Co zrobić z porozumieniem, które już podpisano
Najbardziej niewygodne pytanie brzmi: co mają zrobić gminy, które porozumienia już zawarły? Nie ma tu jednej odpowiedzi i będziemy ostrożni, bo pismo UODO do MSWiA nie rozstrzyga o żadnym konkretnym porozumieniu, a o formalnym zakwestionowaniu krapkowickiego nic nam nie wiadomo. Nie mamy podstaw twierdzić, że jest niezgodne z prawem. Mamy podstawy twierdzić, że jego podstawa prawna nie została w komunikacie wskazana, a to wystarczy, żeby administrator zadał sobie pytanie, czy on sam ją zna.
Rozsądna sekwencja wygląda tak. Najpierw spis: ile mamy porozumień o dostępie do obrazu, z kim, od kiedy, jakie kamery obejmują, w jakim trybie (podgląd, zapis, teletransmisja). Potem ocena prawna: na jaki przepis powołuje się każde z nich, czy istnieje pismo od drugiej strony wskazujące podstawę, czy to samo porozumienie przewiduje rejestr dostępu. Następnie zapytanie do komendy z prośbą o wskazanie podstawy prawnej i zakresu faktycznie wykorzystywanego dostępu; odpowiedź warto mieć na piśmie, bo za rok może być jedynym dowodem należytej staranności. Potem decyzja: utrzymać, zawęzić do trybu wnioskowego z szybką ścieżką odpowiedzi, zawiesić do czasu zmiany przepisów albo ponownie zawrzeć po uzupełnieniu. Zerwanie wszystkiego jednego dnia rzadko jest dobrym pomysłem, ale udawanie, że pismo z 14 października nie istnieje, jest gorsze.
Warto zauważyć, że istnieje rozwiązanie, które zadowala obie strony przynajmniej częściowo. Tryb wnioskowy może być szybki. Dyżurny komendy może mieć numer telefonu do operatora monitoringu, formularz żądania w formie elektronicznej, a operator obowiązek przekazania obrazu w ciągu kilkunastu minut od otrzymania uzasadnionego żądania w związku z konkretnym zdarzeniem. To nie jest podgląd stały, ale też nie jest czekanie na pismo z pieczątką. Pozostaje pytanie, czy w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia takie rozwiązanie wystarcza, i na nie odpowie dopiero ustawodawca.
Dlaczego z Fib.Code przy monitoringu i porozumieniach z Policją
Fib.Code pracuje na styku trzech dziedzin, które w sprawie monitoringu gminnego trzeba widzieć jednocześnie: ochrony danych osobowych, bezpieczeństwa informacji i ładu organizacyjnego w samorządzie. Prowadzimy obsługę inspektora ochrony danych i pełnomocnika ds. bezpieczeństwa informacji w jednostkach samorządowych i spółkach komunalnych, przygotowujemy oceny skutków dla ochrony danych, audyty zgodności z RODO i systemy zarządzania bezpieczeństwem informacji. Monitoring wizyjny jest przy tym jednym z tych tematów, w których sama znajomość przepisów nie wystarcza, bo trzeba jeszcze wiedzieć, jak wygląda sieć, kto ma konto w oprogramowaniu do zarządzania obrazem i gdzie leży rejestr zdarzeń.
Pracujemy według trzech zasad. Po pierwsze, zaczynamy od spisu stanu faktycznego, a nie od opinii: ile jest kamer, jakie porozumienia obowiązują i kto realnie ma dostęp. Po drugie, każdą decyzję administratora zapisujemy z uzasadnieniem i datą, ponieważ organ nadzorczy i radny pytają o to samo, czyli dlaczego tak postanowiono. Po trzecie, dbamy o to, żeby rozwiązanie było wykonalne dla ludzi, którzy będą z niego korzystali po naszym wyjściu: dla operatora monitoringu, komendanta straży i dyżurnego komendy.
Efektem współpracy jest komplet dokumentów gotowych do pokazania organowi nadzorczemu, radzie gminy albo kontrolerowi: rejestr porozumień o udostępnianiu obrazu, ocena skutków dla ochrony danych dla systemu monitoringu, projekt aneksu albo nowego porozumienia z wymogiem rejestrowania dostępu, procedura trybu wnioskowego oraz wytyczne dla operatorów. A przede wszystkim jednozdaniowa odpowiedź na pytanie, które po 14 października usłyszy każdy wójt: na jakiej podstawie Policja ogląda nasze kamery?
Co zrobić w tym tygodniu: spis porozumień o monitoringu
W tym tygodniu warto zwołać godzinne spotkanie z udziałem sekretarza lub zastępcy wójta, komendanta straży gminnej albo osoby odpowiedzialnej za monitoring, informatyka i inspektora ochrony danych. Trzy pytania wystarczą. Pierwsze: czy ktokolwiek poza naszymi operatorami ma dziś dostęp do obrazu z gminnych kamer, a jeśli tak, to na podstawie jakiego dokumentu. Drugie: czy komenda Policji lub inny podmiot zwrócił się do nas z projektem porozumienia, i czy odpowiedzieliśmy na niego pisemnie. Trzecie: kiedy ostatni raz zaktualizowano ocenę skutków dla ochrony danych dla naszego monitoringu i czy obejmowała ona zewnętrzne dostępy.
Z tego spotkania powinny wyjść trzy ustalenia z nazwiskami i terminami: kto przygotuje do końca października spis porozumień i kont zewnętrznych, kto do połowy listopada sprawdzi rejestr dostępu i wystąpi do komendy o wskazanie podstawy prawnej, kto do końca roku zaktualizuje DPIA. Nie wymaga to przerywania współpracy z Policją ani konfliktu z komendantem; wymaga tego, żeby po stronie gminy ktoś miał w ręku dokument, który odpowiada na pytanie administratora, nie tylko na pytanie funkcjonariusza.
Zapraszamy do kontaktu: l.grabowski@fibcode.com | fibcode.com/pl/kontakt. Bezpośrednio powiązane materiały: Pierwsza kara UODO za niewykonanie nakazu w sprawie monitoringu o tym, jak kończą się spory o kamery, Monitoring wizyjny w podmiotach leczniczych o granicach obserwacji w miejscach szczególnych, oraz Zarzuty dla Rosjan za ataki na polskie wodociągi o tym, jak wyglądają ataki na infrastrukturę publiczną wystawioną do sieci.


